aktualne informacje z powiatu kamiennogórskiego

Castle Party 2013 - fot. T. Biliczak

Castle Party 2013 odeszło do historii. O tym, jak było na tegorocznej edycji, przeczytacie w poniższym tekście, a zdjęcia zobaczycie w galerii, której autorem, jak zawsze jest Tadeusz Biliczak.

Na bolkowski zamek dotarliśmy w piątek – w bezapelacyjnie najważniejszym dniu imprezy i pierwszym z koncertami gwiazd na dużej scenie. W czwartek za to ruszyła scena klubowa w byłym kościele ewangelickim. Warto dodać, że tym razem kameralne warunki zostały zagospodarowane bardzo ciekawym zestawem zespołów. W ciągu 4 dni zagrały m.in. Luna Ad Noctum, Percival Schuttenbach czy Agressiva 69, czyli od lat znane i cenione w całej Europie polskie formacje.

Za to w piątek na zamku zagrały już te znane i cenione na całym świecie. Z jednym z najważniejszych gotyckich zespołów ever, czyli z Lacrimosą na czele. Jednak zanim Tilo Wolff i Anne Nurmi wkroczyli na scenę – ciężko wyobrazić sobie było lepsze suporty dla nich niż Kat i XIII. Stoleti. Wszystkie te grupy zresztą od lat mają w Polsce statusy absolutnie kultowych. Jest to zasługą przede wszystkim śp. Tomasza Beksińskiego, który z uporem maniaka promował je w radiowej „Trójce” w latach 90tych, a to że „Stulecie” zagrało wraz z Lacrimosą tego samego dnia na CP, należy chyba uznać za przedziwne zrządzenie losu.

XIII. Stoleti dało, jak zwykle koncert, od którego biła punkowa energia podlana gotyckim sosem. I to tego w najlepszym wydaniu pełnych strzyg, wampirów i karpackich lasów. Kata oglądałem kilka tygodni temu na Metalfeście i o ile ten występ należałoby uznać za kompletną porażkę, o tyle bolkowski po prostu wymiótł, jakby Roman Kostrzewski cofnął się w czasie do jakiś „najczarniejszych” momentów swojej kariery. Klimat zamku i Castle Party jednak zrobił swoje.

Lacrimosa, to było po prostu mistrzostwo świata, jeden chyba z najważniejszych do tej pory momentów koncertowych roku. Szwajcarzy postawili na hity. Było „Ich Verlasse Heut' Dein Herz” (zawsze kojarzył mi się nieco z utworem „18 And Life” Skid Row… Ale chyba też i taki jest ten urok Lacrimosy – słychać tam mnóstwo zapożyczeń z innych kapel, przy czym chyba nie ma na świecie drugiego zespołu, który byłby w stanie zabrzmieć tak, jak oni. I to jest właśnie niesamowite) i „Der Morgen Danach” czy na koniec „Stolzes Herz”. Piękny, wytworny, majestatyczny koncert. Poprzeczka zawisła naprawdę wysoko. Przy okazji dodam, że Lacrimosa jest jedynym obok Rammstein
zespołem, którego jestem w stanie słuchać mimo, że jednak w 90% w tekstach dominuje język niemiecki, który jest ciężkim orzechem do zgryzienia w rock’n’rollu, a do tych dwóch przypadków dziwnym trafem pasuje idealnie.

Drugi dzień przyniósł dwie kolejne gwiazdy - Anneke van Giersbergen, -ex wokalistę grupy The Gathering i Corvus Corax. Pierwsza pani zaprezentowała się fantastycznie. Od strony muzycznej Anneke to dzisiaj najlepsze tradycje jej rodzimej formacji połączone z brzmieniem Anathemy, której lider przecież stale z nią współpracuje i nie jest to żadną tajemnicą. Corvus Corax niestety tylko słuchałem pod zamkiem (gdzie akustyka też jest zresztą bardzo dobra), a szkoda bo ponoć przedstawienie zrobili nieziemskie. CC to zespół folk metalowy, trochę podobna liga, jak Korpiklaani, Turisas czy Finntroll (tylko trochę mniej znana. Swoją drogą na Castle zawsze brakowało mi trochę właśnie takich klimatów). Sprawdzenie nawet przez youtube’a, co to jest Corvus Corax i jak wyglądają jego koncerty, to pozycja obowiązkowa dla każdego fana tego typu brzmień (grupa istnieje ponad 20 lat…). Chwilami stojąc pod zamkiem miałem wręcz wrażenie, że słucham heavy metalowej interpretacji albumu „Aion” Dead Can Dance.

Trzeciego dnia królowała elektronika. Dwa najlepsze koncerty dały norweski Zeromancer (panowie w paru momentach się chyba za dużo Nine Inch Nails nasłuchali) i VNV Nation. Obecność policji w służbowym umundurowaniu na tym drugim koncercie chyba już na zawsze pozostanie nierozwikłana. Castle Party zakończyło się wesołym (czy wręcz za wesołym nawet jak na CP) występem VNV Nation.

Można narzekać, że bilety na imprezę są drogie, że z roku na rok jest mniej ludzi, ale Castle ma swoją stałą, wierną publiczność, dzięki której i dla której zjazd w Bolkowie będzie się odbywać rok w rok. A ta edycja była jedną z absolutnie najlepszych od lat.

Kliknij tutaj, aby zobaczyć galerię zdjęć

 

Dodaj komentarz

Pamiętaj aby przestrzegać Regulaminu dodawania komentarzy

Kod antyspamowy
Odswiez